Kolejny raz udowadniam sobie, to, ze za malo steruje swoim zyciem. Wiecznie tylko uzalam sie nad soba podczas gdy powinnam brac sprawy w swoje rece.
Prawda jest taka, ze sama zdecydowalam o tym, ze chce wyjsc za maz. Ale to czemu zawsze bylam przeciwna w glebi ducha to stereotyp malzenstwa. i jak teraz dobrze przyjze sie swojemu zyciu...to powielam go znakomicie ;P Ktos moze sobie pomyslec (na pewno moja druga polowa) ze za bardzo sie nad tym rozwodze, ale ja po prostu nie uwazam tego za normalny stan rzeczy! na przyklad gdybym zyla w Ameryce w latach 50-tych to bylabym bardzo nieszczesliwa kobieta. Teraz to juz zwyczajnie kwestia tego, zeby nie dac sobie wmowic pewnych rzeczy, bo lata 50-te daleko za nami.
Inna rzecz ktora wlasnie wpadla mi do glowy...'Why so serious?' Moze to nienajlepszy cytat, ale najbardziej dosadny w tym co chce powiedziec- musze wyluzowac. O maly wlos nie poszlam dzisiaj do pracy, bo czulam sie winna, ze mam zostac w domu nawet jezeli bardzo zle sie czuje. Absurd! Kto ma prawo decydowac o tym jaki stopien choroby uprawnia do zostania w domu? Hmmm...naprawde lepiej zrobiloby mi gdybym mniej o takich rzeczach myslala. Spontanicznosc- tego mi brakuje. Nie mowie, ze calkowicie, ale moznaby troche zwiekszyc ta ilosc ;)
I wracajac do mojego pierwszego zdania...Napisalam w nim 'sterowac' w sensie 'wziac w garsc'. placz pomaga bo uwalnia emocje, ale w niczym innym nie jest przydatny. Nastepnym razem musze po prostu zrobic to co chce.
Na koniec napisze, ze pogoda jest dzisiaj paskudna, bardzo wieje i pada. A ja sie ciesze ze siedze sobie w domu sama. Niczego mi do szczescia nie potrzeba :)
Aha, i jeszcze napisze na wszelki wypadek, ze zdaje sobie sprawe z tego, ze cala ta notka moze wydawac sie nieskladna i bez sensu, ale to jest moj blog i bede tu sobie pisac co mi sie podoba. :P
Dzieki, czesc.
Ooooh...musze przestac palic. Jedno i drugie. Chociaz zielone wydaje mi sie w tym momencie znacznie gorsze. Probuje schudnac. To jest (a przynajmniej powienien byc) moj priorytet. I wcale nie mam duzo czasu, bo tylko do czerwca...a tluszczu zamiast ubywac, przybywa. Jedzenie po nocach i picie wina nie sprzyja chudnieciu...Jestem zla. i wkurwiona. Na siebie oczywiscie.
W pracy jest troche za glosno i za niemilo. Marzy mi sie spedzic ten dzien gdzies po srodku niczego nie robiac nic...
myslalam dzisiaj o tym, ze nie mam przyjaciol. nie wiem skad mi sie to wzielo. Czasem jak sobie pomysle o tym, to wydaje mi sie ze to moja wina, ze ja po prostu odpycham od siebie ludzi. Moze nie potrafie po prostu normalnie traktowac ludzi.
Np. w pracy. Mam dobre dni, kiedy czuje ze moglabym sie przyjaznic ze wszystkimi i nie przeszkadzloby mi to a mam takie dni...jak dzis- ze wszystkich mam dosyc. Moze to dlatego, ze mam kaca? najchetniej poszlabym do domu...
No wiesz Siorka? Ciaza?? Nie ma mowy! :D Ja planuje wycieczki dookola siwata a Ty mi tu o dziecku! :P A za 6 funtow...tutaj to ja sobie moge...lizaka kupic :P nie no, moze troche wiecej, ale to zdecydowanie malo. Dzisiaj mam na koncie 0.28 pensow wiec za to juz na pewno nic nie kupie ;D ...co jest problemem bo Pan D. jest znowu na treningu w Crestronie i musze sama metrem wrocic do domu, a pieniezkow na bilet nie ma!
Wyplata jak juz wczesniej wspominalam dopiero jutro. No i jak tylko dostane pieniazki na konto, kupuje bilety do Paryza. Nie lecimy na wielkanoc do Polski, nie mam ochoty siedziec w domu przez 4 dni...wiec wymyslilam Paryz. Kupuje lot i hotel. Reszta w naszych rekach ;)
wiem, wiem, ze nic nie pisze...nadal.
Tydzien byl taki sobie. Caly czas mam hustawki nastrojow. Raz jestem szczesliwa i wesola i nic mnie nie obchodzi (zazwyczaj zaraz po pracy i wieczorem w towarzystwie ziola), innym razem jestem bardzo zla i smutna i nie chce mi sie zyc (zazwyczaj rano zaraz po przebudzeniu).
W pracy dzien troche mi sie dluzyl, a teraz to ostatnie pol godziny jest masakryczne. Czas sie wlecze jak slimak po trawie. Jedyne pocieszenie: widok ud Jenny- wiem, jestem nienormalna :D ale probuje sie odchudzic z kilkumiesiecznego tluszczu i Jenny zawsze robila mi przykrosc swoja chuda sylwetka (odkad tu pracuje). No i teraz widze, ze jestesmy prawie na rowno :) ...co poprawia mi humor automatycznie. Poza tym moje problemy ze skora troche sie zmniejszaja. A poza tym zapisuje sie w przyszlym tygodniu na silownie- to tez mnie cieszy- perspektywa ruchu i wyciskania potu :P
Co mnie nie cieszy to pusta kieszen ktora zapelni sie dopiero we wtorek!!!! Caly weekend bez grosza!! Mam £6 funtow na koncie :( Moge sobie za to mala paczke papierosow kupic...
Dzisiejszy wieczor bedzie powtorka wczorajszego- zamienimy tylko piwo na butelke szampana. Romantycznie, na haju, leniwie. i pewnie duzo jedzac...ble. nie wiem jak ja mam schudnac przy czyms takim.
Wlasnie sie zastanawiam czy pisac o tym co sie dzialo przez ostatnie miesiace.
Troche czuje ze za duzo narzekam. Wlasciwie mam wrazenie ze ostatnio to jedyne o czym pisze. i nie mam zupelnie weny. Nie potrafie ulozyc prostego zdania.
Chce tylko narazie napisac ze jest mi smutno...i jakos nie moge sie ostatnio pozbierac. Taki jakis kiepski okres w zyciu. Mam nadzieje, ze szybko minie.
wiem, wiem...nie pisze nic. od dawna.
Nawet projekt na Gibraltarze zostal juz podpisany i oddany ;) Po 2-och miesiacach ale co tam, moglo byc gorzej. Zycie sie toczy...za niedlugo cos napisze :)
Stay tuned!
skomentuj (1)
Piatek zostawil po sobie niemily smak porazki. Byla to moja pierwsza tak duza w tej pracy. ale nie przejmuje sie tym bardzo, bo nie do konca byla to moja wina. poza tym w tej chwili niewiele jest rzeczy ktorymi sie przejmuje. jestem jakby we snie i nie moge sie obudzic...i nie jest to ani przyjemne ani tragiczne. po prostu jest. faktem jest ze prawdopodobnie jest to efekt sztuczny wywolany suplementem ktory sobie zafundowalam w sobotni wieczor. brzmi skomplikowanie...a wyglada tak niepozornie. i zostawia slad na kilka dni.
Tak wiec kilka dni nie jestem normalna. Nawet nie wiem za bardzo jaki dzisiaj dzien. w brzuchu siedza mi motyle, a moze raczej cmy. wygladam jakbym nie spala od jakiegos czasu, a spie. tylko rano nie moge wstac z lozka...
W pracy musze chyba dziwnie wygladac...patrze na wszystkich, usmiecham sie. czuje sie nienormalnie. nie za bardzo rozumiem co mowia ludzie na okolo mnie, ale nie przejmuje sie tym bo wlasciwie mnie to nie obchodzi...poszlabym do lozka. Spaaaac! moze to wina niskiego cisnienia...?